Las o poranku

Poranek w lesie ma własny rytm, który nie zależy od zegarków i powiadomień. Zanim słońce na dobre rozjaśni przestrzeń między pniami, powietrze jest chłodne, wilgotne i pachnie ziemią. W tej mieszaninie czuć żywicę, mokre liście i delikatną słodycz mchu. Krople rosy trzymają się źdźbeł trawy jak maleńkie paciorki, a na igłach sosny wyglądają jak cienkie szklane nitki. Wystarczy zrobić kilka kroków, żeby zauważyć, że „cisza” w lesie nie oznacza braku dźwięku. To raczej spokojna suma szelestów, trzasków i oddechu wiatru, która układa się w naturalną melodię.

W pierwszych minutach spaceru wzrok przyzwyczaja się do półcienia. Wtedy widać więcej: jasną korę brzóz, ciemniejsze smugi na pniach świerków i ślady po dawnych burzach, kiedy gałęzie zostały połamane, a drzewa musiały nauczyć się rosnąć inaczej. Życie w lesie nie jest idealnie równe. W jednym miejscu leży powalony pień, w innym rośnie młody podrost, który korzysta z dodatkowego światła. Ten „nieporządek” jest cenny, bo daje dom wielu gatunkom. W szczelinach martwego drewna chowają się owady, a na wilgotnej powierzchni rozwijają się porosty i grzyby. Z bliska spróchniały pień przypomina ciasto: kruszy się w palcach i pokazuje, że rozkład nie jest końcem, tylko przemianą.

Zwierzęta rzadko pokazują się na środku ścieżki, ale ich obecność jest oczywista. Na miękkiej ziemi można znaleźć tropy sarny, a na piasku delikatne odciski lisich łap. Wiewiórka zostawia po sobie łuski szyszek, rozsypane jak okruszki po szybkim śniadaniu. Dzięcioł wystukuje w korze regularny rytm, jakby sprawdzał, czy pień jest zdrowy, a sikory przeskakują między gałązkami z energią, której człowiek o poranku często dopiero szuka. Czasem z gęstwiny dobiega krótki trzask — to sarna złamała patyk albo dzik przekopał ściółkę, szukając korzeni i larw.

Najbardziej fascynujące jest to, co dzieje się pod nogami. Gleba w lesie nie jest martwą warstwą, tylko dynamicznym światem. Pracuje w niej grzybnia, która łączy rośliny w sieć wymiany. Dzięki niej drzewa mogą przekazywać sobie składniki odżywcze, a czasem nawet „ostrzeżenia” o suszy czy szkodnikach. To przypomina niewidzialną komunikację, której człowiek zwykle nie zauważa, bo patrzy tylko na powierzchnię. Tymczasem las jest systemem współpracy: jedno drzewo daje cień, inne zatrzymuje wodę, a krzewy tworzą schronienie dla młodych roślin i zwierząt.

Pory roku zmieniają język lasu, ale nie zmieniają jego sensu. Wiosną wszystko pachnie świeżością, latem gęstnieje i daje chłód, jesienią zamienia się w kolorowy dywan, a zimą staje się bardziej surowy i czytelny, jak szkic wykonany ciemnym ołówkiem. W każdej porze las uczy podobnej rzeczy: cierpliwości. Drzewa rosną wolno, a jednak potrafią budować potężne korony. Zwierzęta oszczędzają energię, bo wiedzą, że zasoby nie są nieskończone. Nawet wiatr zdaje się przechodzić tędy inaczej — spokojniej, jakby respektował przestrzeń, w której wszystko ma swoje miejsce.

Spacer w lesie pomaga pamiętać, że człowiek też należy do natury. Kiedy zwalniasz, zaczynasz widzieć szczegóły: układ nerwów na liściu, ślady zębów na korze, miękką fakturę mchu. Wtedy łatwiej zrozumieć, że ochrona przyrody to nie abstrakcyjny temat, tylko codzienne decyzje: nie zostawiać śmieci, nie hałasować, nie niszczyć roślin, szanować ścieżki zwierząt. Las nie potrzebuje naszego zachwytu, żeby istnieć, ale potrzebuje naszej ostrożności, żeby mógł trwać w dobrej kondycji. A jeśli da mu się spokój, odwdzięczy się tym, co najcenniejsze: poczuciem, że świat ma głębszy oddech niż nasze szybkie dni.